piątek, 4 października 2013

Wstep (Annabelle)

- Annabelle, mama woła cię na śniadanie !
- Okej Tom, powiedz jej, że zaraz będę ! – odwrzasnęłam do niego i ciężko westchnęłam. Skierowałam się ku ziemi i po wylądowaniu odłożyłam miotłę do schowka. Właśnie wybierałam się na krótki lot po okolicy, jednak mama jak zwykle przerywa w najmniej odpowiednich momentach.
Tom jest moim sześcioletnim bratem, strasznie wkurzającym i zarazem uroczym. Niestety. Weszłam do domu i zdjęłam buty, spoglądając w lustro. Patrzyła na mnie z niego wysoka, brązowooka blondynka.  Gdzieniegdzie na moich lokach były liście. Zaśmiałam się do siebie z tego powodu.  Chociaż zdarzało się dość często, bo mieszkałam niedaleko lasu i to tam latałam, za każdym razem mnie śmieszyło.  W końcu weszłam do kuchni, gdzie mama zrobiła gofry na śniadanie. Ona chyba chce mnie utuczyć, przysięgam. Gdyby nie to, że byłam w formie, już dawno by jej się to udało.
Usiadłam przy stole i zjadłam śniadanie. Gdy skończyłam, uznałam, że należy poruszyć sprawę szkoły.
- Mamo, przyszedł już list z Hogwartu ? – spytałam z nadzieją. Czekałam na niego już prawie miesiąc od moich jedenastych urodzin.
- Nie, ale poczta powinna przyjść  za jakieś piętnaście minut. Poczekasz tutaj, czy u siebie ?
- Pójdę do siebie, mamo – mówiąc to ruszyłam po schodach do swojego pokoju.  Wzięłam książkę i próbowałam coś przeczytać, ale byłam zbyt podekscytowana, by skupić się na drobnym druku książki. Po około dziesięciu minutach zobaczyłam rudawe coś lecące w kierunku mojego okna. Owym „czymś” była najwyraźniej moja sowa, Shinga. Zeskoczyłam z łóżka i otworzyłam okno przeczuwając, że tym razem się nie zawiodę. I miałam rację.
Gdy tylko Shinga usiadła na moim biurku, doskoczyłam do niej i odwiązałam list od jej nóżki. Pisnęłam z zachwytu, gdy ujrzałam szarą kopertę ze szmaragdowym adresem. Zaadresowaną do mnie. Podczas gdy ja skakałam jak głupia po pokoju, Shinga tylko patrzyła na mnie z dezaprobatą. Po upływie jakichś dziesięciu minut uspokoiłam się na tyle, żeby otworzyć kopertę.
HOGWART
SZKOŁA MAGII i CZARODZIEJSTWA
Dyrektor: ALBUS DUMBLEDORE
(Order Merlina Pierwszej Klasy, Wielki Czar., Gł. Mag, Najwyższa Szycha, Międzynarodowa Konfed. Czarodziejów)
Szanowna Pani Carter,
Mamy przyjemność poinformowania Pani, że została Pani przyjęta do Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Dołączamy listę niezbędnych książek i wyposażenia.
Rok szkolny rozpoczyna się l września. Oczekujemy pańskiej sowy nie później niż 31 lipca. Z wyrazami szacunku,
Minerwa McGonagall,
zastępca dyrektora
Od razu zbiegłam na dół, wesoło nucąc pod nosem. Zaniosłam list mamie, jednak dopiero zauważyłam, że w domu brakuje taty.
- Mamo, gdzie tata ? – spytałam.
- Od rana siedzi w ministerstwie
- Ale… przecież… miał być przy mnie, kiedy dostanę list. Obiecał – wyszeptałam.
- Przykro mi, kochanie, nie mógł. Minister znowu dał mu coś do roboty.
- Jak zwykle. Jak tylko spotkam Knota, to chyba go zatłukę. Niszczy najwspanialszy dzień w moim życiu – mruknęłam.
Podczas, gdy mama czytała list, ja zabrałam się za listę potrzebnych rzeczy.
HOGWART
SZKOŁA MAGII i CZARODZIEJSTWA
UMUNDUROWANIE
Studenci pierwszego roku muszą mieć:
1. Trzy komplety szat roboczych (czarnych)
2. Jedną zwykłą spiczastą tiarę dzienną (czarną)
3. Jedną parę rękawic ochronnych (ze smoczej skóry albo podobnego rodzaju)
4. Jeden płaszcz zimowy (czarny, zapinki srebrne)
UWAGA: wszystkie stroje uczniów powinny być zaopatrzone w naszywki z imieniem.
PODRĘCZNIKI
Wszyscy studenci powinni mieć po jednym egzemplarzu następujących dzieł:
Standardowa księga zaklęć (l stopień) Mirandy Goshawk
Dzieje magii Bathildy Bagshot
Teoria magii Adalberta Wafflinga
Wprowadzenie do transmutacji (dla początkujących) Emerika Switcha
Tysiąc magicznych ziół i grzybów Phyllidy Spore
Magiczne wzory i napoje Arseniusa Jiggera
Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć Newta Scamandera
Ciemne moce: Poradnik samoobrony Quentina Trimble’a
POZOSTAŁE WYPOSAŻENIE
l różdżka
l kociołek (cynowy, rozmiar 2) l zestaw szklanych lub kryształowych fiolek l teleskop
l miedziana waga z odważnikami
Studenci mogą także mieć jedną sowę ALBO jednego kota, ALBO jedną ropuchę.
PRZYPOMINA SIĘ RODZICOM, ŻE STUDENTOM PIERWSZYCH LAT NIE ZEZWALA SIĘ NA POSIADANIE WŁASNYCH MIOTEŁ
Skończyłam czytać, zastanawiając się, czy tata znajdzie czas, żeby zabrać mnie na Pokątną po rzeczy do szkoły. Ale pewnie będzie miał ważniejsze sprawy na głowie. Jak zwykle tylko praca, praca i praca. Bo minister to, minister tamto. Mam już serdecznie dosyć ministra. Ciekawe, czy tata zauważył, że nie jestem już ośmioletnią dziewczynką, bo chyba właśnie ostatnio wtedy miał dla mnie trochę czasu.  Nie przesadzam.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Nie minęło dużo czasu od rozdziału Nicki, a ja w końcu mam dostęp do laptopa, gdybym nie miała czekalibyście troszkę dłużej. Jeśli macie jakieś uwagi, to kierujcie je do mnie na Twitterze @awhmyidiots. Lots of love <3


wtorek, 1 października 2013

Wstęp (Cassandra)



- Już idę mamo! – krzyczę i ledwo żywa zwlekam się z łóżka.
Nie wyglądam jak wszystkie panie w filmach. O nie! Kiedy widzę swoje odbicie w lustrze na ścianie naprzeciwko, zauważam wielkie wory pod oczami, włosy stojące we wszystkich możliwych kierunkach i plamę śliny na dekolcie piżamy. Zdejmuję gumkę z nadgarstka, która zostawiła mi na skórze małe wgłębienia i zbieram kudły w miarę ogarniętego koka na czubku głowy. Wsuwam stopy w kapcie w kształcie głów krów i sennym krokiem wychodzę z pokoju.
Już na górze czuję śliczny zapach, charakterystyczny dla ciasta drożdżowego. Przez dużo wolnego czasu, mama znalazła sobie nowe zajęcie jakim jest pieczenie. Zawsze na śniadanie mamy w domu świeży chleb albo bułeczki.
Zbiegam po schodach i przechodzę przez korytarz do kuchni. Allison siedzi już przy stole i pałaszuje świeżutki wypiek z dżemem, a mama biega od piekarnika do blatu, wykładając nań parujące tace.
- Chodź tu dzieciaku i jedz, pychota – mówi z pełną buzią moja starsza siostra.
Alli zdecydowanie poszła w mamę. Obie mają długie blond włosy i duże zielone oczy. Są wysokie i szczupłe, czego mogę im serdecznie pozazdrościć, bo jak mówi każdy członek naszej dalszej rodziny ‘jestem skórą zdartą z taty’.
Mam ciemne włosy, takie owakie, ani krótkie ani długie, średniej długości. Oczy, których koloru nie da się określić. Chłopięca figura, która w sumie nie jest żadną nowością jak na mój wiek. Jednak dużo moich koleżanek, w moim wieku, które mają już choć malutkie krągłości, a ja? Można by mnie wykorzystywać jako linijkę.
Siadam obok siostry i sięgam po najmniejszą z możliwych bułeczkę. Mama wlewa mi mleka do szklanki, za co dziękuję jej skinieniem głowy. Gryzę pieczywko małymi kęsami i kiedy całość znika w moim żołądku zeskakuję z krzesła i wychodzę z kuchni. Akurat do domu wchodzi tata z dzisiejszą gazetą pod pachą i wita się ze mną.
- Za parę dni koniec wakacji, jak się czujesz? – pyta z lekkim uśmiechem.
- Z jednej strony chce mi się płakać, a z drugiej cieszę, bo i tak cały czas się nudzę – wzruszam ramionami.
- Mam nadzieję, że pod koniec tej klasy przyniesiesz tak samo dobre oceny jak teraz – czochra mi włosy, a ja krzyczę i odpycham jego ręce żeby zbyt mnie nie roztrzepał się, uciekam na górę i wchodzę do pokoju. Zamykam za sobą drzwi i podchodzę do komody. Z małej szafeczki wyciągam jeansowe rurki i T-shirt z Kubusiem Puchatkiem, a z szuflad bieliznę. Szybko zrzucam piżamę i zakładam ubrania codzienne licząc na to, że nikt nie wejdzie do mojego pokoju. Kiedy jestem już całkowicie ubrana, podchodzę do okna. Jak to w Anglii pogoda jest do kitu, zachmurzone niebo, cały czas pada.
Mój pokój nie jest szczególnie wielki, czy śliczny. Nie mam wielkiego łóżka przykrytego masą poduszek jakie zawsze mi się marzyło. Mam tylko jednoosobową wersalkę. Obok niej stoi zbiorowisko syfu, brudu i papierów, czyli coś co ja nazywam ‘biurkiem’. Nie spędzam tu tak naprawdę dużo czasu, zazwyczaj siedzę w salonie.
Czuję jak przechodzą mnie ciarki. Otwieram niewielką szafę, która ledwo mieści wszystkie moje ubrania i wyciągam granatową bluzę z kapturem. Szybko zakładam ją i zapinam zamek pod samą brodę.
Wychodzę z pokoju i podchodzę do barierki schodów. Słyszę z dołu podniesione głosy mamy i siostry, jak zwykle kłócą się o jakąś błahostkę. Przewracam oczami. Tata próbuję po cichutku wejść na górę, ale zaraz dwie żądne władzy kobiety wtrącają go do dyskusji. Chichoczę lekko i wracam do pokoju.
Nie przepadam za moim miasteczkiem. Mieszka tu mało osób w moim wieku, a jak już, to chłopcy, którzy uwielbiają dręczyć wszelkie przedstawicielki płci pięknej niezależnie od wieku. Więc codziennie się tu nudzę, a jedyną rozrywką jest jednoosobowa huśtawka za domem. Siadam na ziemi obok wielkiego misia i macham jego łapkami udając, że żyje. Po chwili wracam do rzeczywistości. Chwytam z łóżka poduchę i kładę ją na parapecie. Siadam nań i wypatruję cokolwiek na co można popatrzeć. Zauważam mały punkt na niebie, powiększający się znacznie z każdą sekundą.
Sowa?
Ptak leci koślawo, opadając co chwila w dół ale nie zmienia kierunku. Leci prosto w moje okno. Zaczynam panikować. A co jeśli coś mu się stanie? Macham nerwowo dłońmi z nadzieją, że coś wymyślę. Mija może sekundka, a czarna sowa już siedzi na moim parapecie. Próbuję ją przegonić, jeszcze na niego narobi, czy coś. Wtedy jednak zauważam, że trzyma w dzióbku kopertę.
List?!
Otwieram powoli okno, próbując jej nie wystraszyć, ale sowa zdaje się kompletnie ignorować moją obecność. Wkłada główkę na teren pokoju i kładzie kopertę przy moich kolanach. Piszczy jakby zadowolona z wypełnionego zadania i odlatuje. Patrzę za nią kompletnie zdziwiona. Biorę szarą kopertę w rękę i zbiegam szybko na dół.
- Mamo! – wołam patrząc pod nogi.
Wbiegam zdyszana do kuchni, gdzie rodzice i siostra siedzą z takimi samymi kopertami w rękach.
- Wszystkie są do ciebie – mówi drżącym głosem Allison.


-----------------------------------------------------------------------------------------------

Po kupie czasu od wstępu, wreszcie panna Nicki zmobilizowała się by wstawić wstęp do swojej postaci ;3 Jeśli macie jakieś uwagi, kierujcie je do mnie na Twittera  @awhmyhowell. Kocham <3