wtorek, 1 października 2013

Wstęp (Cassandra)



- Już idę mamo! – krzyczę i ledwo żywa zwlekam się z łóżka.
Nie wyglądam jak wszystkie panie w filmach. O nie! Kiedy widzę swoje odbicie w lustrze na ścianie naprzeciwko, zauważam wielkie wory pod oczami, włosy stojące we wszystkich możliwych kierunkach i plamę śliny na dekolcie piżamy. Zdejmuję gumkę z nadgarstka, która zostawiła mi na skórze małe wgłębienia i zbieram kudły w miarę ogarniętego koka na czubku głowy. Wsuwam stopy w kapcie w kształcie głów krów i sennym krokiem wychodzę z pokoju.
Już na górze czuję śliczny zapach, charakterystyczny dla ciasta drożdżowego. Przez dużo wolnego czasu, mama znalazła sobie nowe zajęcie jakim jest pieczenie. Zawsze na śniadanie mamy w domu świeży chleb albo bułeczki.
Zbiegam po schodach i przechodzę przez korytarz do kuchni. Allison siedzi już przy stole i pałaszuje świeżutki wypiek z dżemem, a mama biega od piekarnika do blatu, wykładając nań parujące tace.
- Chodź tu dzieciaku i jedz, pychota – mówi z pełną buzią moja starsza siostra.
Alli zdecydowanie poszła w mamę. Obie mają długie blond włosy i duże zielone oczy. Są wysokie i szczupłe, czego mogę im serdecznie pozazdrościć, bo jak mówi każdy członek naszej dalszej rodziny ‘jestem skórą zdartą z taty’.
Mam ciemne włosy, takie owakie, ani krótkie ani długie, średniej długości. Oczy, których koloru nie da się określić. Chłopięca figura, która w sumie nie jest żadną nowością jak na mój wiek. Jednak dużo moich koleżanek, w moim wieku, które mają już choć malutkie krągłości, a ja? Można by mnie wykorzystywać jako linijkę.
Siadam obok siostry i sięgam po najmniejszą z możliwych bułeczkę. Mama wlewa mi mleka do szklanki, za co dziękuję jej skinieniem głowy. Gryzę pieczywko małymi kęsami i kiedy całość znika w moim żołądku zeskakuję z krzesła i wychodzę z kuchni. Akurat do domu wchodzi tata z dzisiejszą gazetą pod pachą i wita się ze mną.
- Za parę dni koniec wakacji, jak się czujesz? – pyta z lekkim uśmiechem.
- Z jednej strony chce mi się płakać, a z drugiej cieszę, bo i tak cały czas się nudzę – wzruszam ramionami.
- Mam nadzieję, że pod koniec tej klasy przyniesiesz tak samo dobre oceny jak teraz – czochra mi włosy, a ja krzyczę i odpycham jego ręce żeby zbyt mnie nie roztrzepał się, uciekam na górę i wchodzę do pokoju. Zamykam za sobą drzwi i podchodzę do komody. Z małej szafeczki wyciągam jeansowe rurki i T-shirt z Kubusiem Puchatkiem, a z szuflad bieliznę. Szybko zrzucam piżamę i zakładam ubrania codzienne licząc na to, że nikt nie wejdzie do mojego pokoju. Kiedy jestem już całkowicie ubrana, podchodzę do okna. Jak to w Anglii pogoda jest do kitu, zachmurzone niebo, cały czas pada.
Mój pokój nie jest szczególnie wielki, czy śliczny. Nie mam wielkiego łóżka przykrytego masą poduszek jakie zawsze mi się marzyło. Mam tylko jednoosobową wersalkę. Obok niej stoi zbiorowisko syfu, brudu i papierów, czyli coś co ja nazywam ‘biurkiem’. Nie spędzam tu tak naprawdę dużo czasu, zazwyczaj siedzę w salonie.
Czuję jak przechodzą mnie ciarki. Otwieram niewielką szafę, która ledwo mieści wszystkie moje ubrania i wyciągam granatową bluzę z kapturem. Szybko zakładam ją i zapinam zamek pod samą brodę.
Wychodzę z pokoju i podchodzę do barierki schodów. Słyszę z dołu podniesione głosy mamy i siostry, jak zwykle kłócą się o jakąś błahostkę. Przewracam oczami. Tata próbuję po cichutku wejść na górę, ale zaraz dwie żądne władzy kobiety wtrącają go do dyskusji. Chichoczę lekko i wracam do pokoju.
Nie przepadam za moim miasteczkiem. Mieszka tu mało osób w moim wieku, a jak już, to chłopcy, którzy uwielbiają dręczyć wszelkie przedstawicielki płci pięknej niezależnie od wieku. Więc codziennie się tu nudzę, a jedyną rozrywką jest jednoosobowa huśtawka za domem. Siadam na ziemi obok wielkiego misia i macham jego łapkami udając, że żyje. Po chwili wracam do rzeczywistości. Chwytam z łóżka poduchę i kładę ją na parapecie. Siadam nań i wypatruję cokolwiek na co można popatrzeć. Zauważam mały punkt na niebie, powiększający się znacznie z każdą sekundą.
Sowa?
Ptak leci koślawo, opadając co chwila w dół ale nie zmienia kierunku. Leci prosto w moje okno. Zaczynam panikować. A co jeśli coś mu się stanie? Macham nerwowo dłońmi z nadzieją, że coś wymyślę. Mija może sekundka, a czarna sowa już siedzi na moim parapecie. Próbuję ją przegonić, jeszcze na niego narobi, czy coś. Wtedy jednak zauważam, że trzyma w dzióbku kopertę.
List?!
Otwieram powoli okno, próbując jej nie wystraszyć, ale sowa zdaje się kompletnie ignorować moją obecność. Wkłada główkę na teren pokoju i kładzie kopertę przy moich kolanach. Piszczy jakby zadowolona z wypełnionego zadania i odlatuje. Patrzę za nią kompletnie zdziwiona. Biorę szarą kopertę w rękę i zbiegam szybko na dół.
- Mamo! – wołam patrząc pod nogi.
Wbiegam zdyszana do kuchni, gdzie rodzice i siostra siedzą z takimi samymi kopertami w rękach.
- Wszystkie są do ciebie – mówi drżącym głosem Allison.


-----------------------------------------------------------------------------------------------

Po kupie czasu od wstępu, wreszcie panna Nicki zmobilizowała się by wstawić wstęp do swojej postaci ;3 Jeśli macie jakieś uwagi, kierujcie je do mnie na Twittera  @awhmyhowell. Kocham <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz